Dzień 30 – trzygodzinna trasa

Wybraliśmy się w końcu na dłuższy przelot, bo już całkiem niedługo przyjdzie i mnie polecieć na trzygodzinną trasę. Pierwszy odcinek prowadził po prostej na lotnisko w Kamieniu Śląskim, nie była to jakaś wielka trudność się tam dostać. Ilość godzin spędzonych w powietrzu, czyli doświadczenie, przekłada się bardzo wyraźnie na płynność wykonywanych czynności i łatwość ogranizacji pracy w kokpicie – jednak da się równocześnie nawigować, pilnować wysokości, prowadzić korespondencję radiową i oczywiście obserwować inny ruch w powietrzu.

Lotnisko w Częstochowie

Sielanka w Częstochowie

Przy podejściu do lądowania w Kamieniu (EPKN) okazało się niestety, że odwiedziny będziemy musieli przesunąć trochę w czasie – na pasie startowym oraz drogach kołowania trenował samochód rajdowy. I nie byłoby to może wielką przeszkodą, gdyby nie porozkładane pachołki, na których lądowanie na pewno dobrze by się nie skończyło. Zrobiliśmy więc jedynie niski przelot a zaraz potem nawrót nad lotniskiem i na kolejny punkt naszej trasy, czyli Lubliniec. Odcinek już znany, trzeba uważać na strefy zakazane po obydwu stronach „drogi”. Nad miastem delikatna zmiana kursu i już prosto do Częstochowy na lotnisko Rudniki.

Im więcej człowiek lata, tym łatwiej mu też znaleźć obce lotnisko, bo oprócz tego że potrafi je umiejscowić w terenie mając przed oczami mapę, to wie też jakiego widoku z powietrza można się spodziewać. Odnalezienie Rudnik nie było więc problemem. Dzięki dobrej organizacji ruchu z ziemi udało nam się ładnie wejść w odpowiedni krąg i wylądować na betonowym pasie, pomimo że na lewo od niego lądowały szybowce, a na prawo pracowała wyciągarka. W ogóle Częstochowa to przyjemne lotnisko, dla zwolenników zieleni szeroki trawiasty pas, a dla wyznawców urban style dłuuugi beton, w obydwu przypadkach utwardzone drogi kołowania.

Cessna 172 SP-AIS na lotnisku Częstochowa-Rudniki

Nasz samolot na lotnisku Częstochowa – Rudniki

Po krótkiej przerwie i przywitaniu się z miejscowymi (dziewczyna holuje szybowce, szacunek!) odpalamy ponownie, i kierujemy się na kolejny punkt naszej trasy – Piotrków Trybunalski. W okolicach Radomska żegnamy się z Kraków Informacją i przechodzimy na łączność z Warszawa Informacja. Ciężko mi to jakoś wymówić, w końcu pierwszy raz jestem poza swoim rejonem FIS. Spodziewałem się dużego „tłoku” w eterze, tym bardziej że lecieliśmy w godzinach szczytu, jednak odniosłem wrażenie że więcej ruchu jest u nas na południu.

Odcinek Radomsko – Piotrków jest dziecinnie prosty jeśli chodzi o nawigację – cały czas lecimy wzłuż krajowej jedynki. Po drodze mijamy miejscowość Kamieńsk – mapa mówi że jest tu gdzieś lądowisko. Po naszej lewej stronie sztuczna Góra Kamieńsk, ze swoją elektrownią wiatrową. Postanawiamy zboczyć trochę z trasy i oblecieć górę dokookoła. No i jest droga startowa, choć na razie chyba nie odważyłbym się na niej lądować.

Lądowisko Orla Góra / Kamieńsk

Lądowisko Orla Góra / Kamieńsk

Po tej małej rundce wokół wiatraków (moim zdaniem to jest właśnie esencja VFR – leć jak chcesz, bylebyś wiedział gdzie jesteś, a nie po nudnej kresce) obieramy znów kurs na Piotrków. Zbliżając się do lotniska zmieniam częstotliwość, próbuję wywoływać ale nikogo nie słychać. Jakiś Piper Cub świczy sobie lądowania i zgłasza kierunek pasa 21, więc przynajmniej tyle wiemy. Pan Marian wypatrzył stojącego na ziemi Turboleta, co oznacza że w powietrzu nie powinno być skoczków spadochronowych. No to lądujemy, znów na utwardzonym pasie. Swoją drogą, jest to chyba najbardziej pofalowany pas jaki do tej pory widziałem. Robimy sobie trochę dłuższą przerwę na obiad. W drodze powrotnej do samolotu mijamy starą Cessnę 207. Ja wiem, że to może nie najpiękniejszy samolot, ale żeby w takim stanie leżał w krzakach? Ehh…

Opuszczona Cessna T207A na lotnisku w Piotrkowie Trybunalskim

Cessna T207A w Piotrkowie Trybunalskim

Kolejne lotnisko, które planujemy odwiedzić to Kielce – Masłów. Tu już nawigacyjnie trochę gorzej, mniej obiektów liniowych i punktów charakterystycznych. Trzymam kurs na tyle dokładnie jak mogę i co pewien czas patrzę tylko czy mniej więcej kształty lasów i lokalne drogi zgadzają mi się z mapą. Kielce widać ze sporej odległości, więc można trochę odetchnąć i zająć się szukaniem lotniska. Ponieważ lecimy dokładnie z kierunkiem pasa, więc nie jest to wybitnie trudne.

W Kielcach cisza, żadnego ruchu, jedynie bażant łazi sobie spokojnie po drodze kołowania. Nie wyłaczamy silnika, od razu startujemy. Kierunek VOR w Jędrzejowie, ponownie Kraków Info. Ruch w okolicy duży, ale widoczność dobra i z daleka obserwujemy „przeciwnika” lecącego prosto na nas. Fajnie mija się w powietrzu drugi samolot. Po przeleceniu nad VORem zaczynamy ostatni odcinek, po prostej do Kaniowa. Tu niestety przekombinowałem, bo po kilku minutach lotu postanowiłem poprawić swoją trasę względem wskazań VORa. Zacząłem zmieniać kursy, kręcić się. W dodatku nie skasowałem stopera ani w Kielcach, ani nad Jędrzejowem. W efekcie całkowicie utraciłem orientację, czyli mówiąc wprost – pogubiłem się. Staram się wyłapać jakieś charakterystyczne drogi albo linie kolejowe, ale nic nie zgadza mi się z mapą. Kręcę pokrętłem VORa i wiem tylko, że zaplanowana trasa biegnie gdzieś na zachód od mojej aktualnej pozycji. Łapię więc jakąś większą drogę (może prowadzi do miasta?) i kurs 270 stopni. Tak sobie lecimy chwilę… i wskazówka VORa zaczyna się ruszać. To co mnie zgubiło teraz pomogło mi się odnaleźć. Po kilku minutach lotu prostopadle do trasy zaczynam wracać na kreskę. Obieram ponownie wyliczony kurs i po chwili mijamy osiedle niebieskich dachów w Olkuszu. Stąd mogę już odłożyć na bok mapę, bo znam drogę do Kaniowa na pamięć. Mijamy trzy małe jeziorka i obóz w Oświęcimiu (konkretnie w Brzezińce).

Obóz koncentracyjny KL Birkenau (Auschwitz II) widziany z samolotu

KL Birkenau (Auschwitz II)

Później już prosto w kierunku jeziora Goczałkowickiego, przechodzę na częstotliwość EPKW i lądujemy w „bazie”. Trasa była ciekawa i nawet przyjemna, ale ten ostatni kawałek zepsuł mi całkowicie humor.

Skrót do kolejnego dnia ->

2 komentarzy do wpisu “Dzień 30 – trzygodzinna trasa

  1. Widzę, że zahaczyłeś o moje rodzinne strony:) Górka Kamieńsk to naprawdę fajna sprawa, zapraszam na narty:) choć latem też jest co robić:D Mam taką prośbę, bo jakoś nie mogę znaleźć informacji jak rozszyfrować NOTAM? Może jakiś wpis dotyczący teoretycznego przygotowania przed lotem? Pozdrawiam

  2. Pomysł wart zastanowienia, na razie w kolejce czeka wpis o samolocie jakim jest Cessna 172, nad przygotowaniem do lotu zastanowię się później jak tylko uporam się z egzaminami w ULC. Co do NOTAMów, jest wiele stron w internecie które opisują wszystkie kody, np. tutaj. W ogóle serwis flyingineurope.be jest bardzo przydatny jeśli chodzi o latanie poza przestrzeń powietrzną Polski (choć na razie w moim przypadku to jeszcze daleka droga)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *