Day 6 – orientation day

Dzis oficjalnie zaczalem szkole, o ile mozna to tak w ogole nazwac, bo nie ma tu przeciez zadnych semestrow czy terminow. Po prostu dla ulatwienia zaleca sie, aby nowi studenci pojawiali sie raz w miesiacu, wtedy latwiej zajac sie dokumentacja i nie trzeba kazdemu wszystkiego indywidualnie tlumaczyc. Tak wiec dzis byl orientation day. Jest nas 10 nowych w pazdzierniku, polowa na samoloty (4 Tajwanczykow i ja), polowa na helikoptery.
Sala wykładowa w Hillsboro Aviation

Jakos tak wyszlo, ze wiecej czasu pogadalem sobie z chlopakami z Europy. Tommy jest z Niemiec, to ten gosc od psa co polecial do Seattle (o ktorym kiedys pisalem), a w zasadzie od konia, bo to jakis pies gigant. Drugi Niemiec, Christoph, przyjechal z zona i 3-letnia corka, a drugie dziecko ma sie urodzic tutaj za 4 miesiace. Szwajcarie reprezentowal Nicola, a Szwecje i Norwegie Petter. Na koniec trafil sie nam jeden miejscowy, tzn. nie dosc ze Amerykanin, to jeszcze z okolic Portland, Rob. Kazdy z nas jest inny, kazdy robil wczesniej co innego, ale jak powiedzial ze wstepie dyrektor szkoly, Ryan, laczy nas „passion for aviation”.

Po wystapieniu Ryana i Wayne’a (to chyba szef „rekrutacji”) Jenifer oprowadzila nas po szkolnej czesci lotniska, czyli pomieszczeniach gdzie bedziemy mieli ground school z naszymi instruktorami, testing center, symulatorach, hangarach gdzie mechanicy robia przeglady i naprawy, biurach pracownikow szkoly itd. Pozniej spotkalismy sie z zastepca szefa instuktorow, ktory w sumie powiedzial niewiele nowego, ale zapewnil mnie ze moje dotychczasowe doswiadczenie nie pojdzie na marne i bede na indywidualnym programie. Nastepnie zjedlismy lunch fundowany przez szkole, a konkretnie pizze. Nie wiem czy to tylko moja obserwacja, ale wszystkie pizze smakuja tutaj tak, jakby byly z naszej Pizzy Hut. Moze chociaz Pizza Hut jest tutaj inna?

Po przerwie zajelismy sie papierkami, mnostwo do podpisania, przeczytania, uzgodnienia. Dowiedzilismy sie co wolno, a czego nie w naszych mieszkaniach (bo na razie mam mieszkanie zalatwione przez szkole), tzn. nie możemy trzymać broni palnej, a na imprezy po 10pm wpada szeryf z ekipą. Na koniec mielismy mozliwosc otwarcia konta w jednym z dwoch bankow, Wells Fargo i US Bank. Dokladnie to jeden z nas, Tommy, bo reszta jak sie okazalo ma juz swoje konta. Wymyslilem wiec, zebysmy zostali jeszcze chwile i posluchali co kobiety z tych bankow beda mialy do powiedzenia, tzn. poudawali ze jestesmy zainteresowani, co bardzo spodobalo sie Mei. Kobiety z bankow nie spelnily jednak naszych oczekiwan i nawet Tommy nie zdecydowal sie na skorzystanie z ich uslug.

Po zakonczeniu postanowilem wykupic w koncu ubezpieczenie na samochod. Pojechalem najpierw do goscia, ktorego ktos mi polecil, niedaleko DMV. Niestety, nie mogl mi zaproponowac najlepszej oferty i polecil abym sprobowal u jego kolezanki, w Farmers. Dostalem adres, ale po drodze zobaczylem Wal Marta (pozrawiam moje kolezanki, z ktorymi robilismy na studiach prezentacje o tej firmie) i postanowilem wstapic na male zakupy. Zanim jednak dojechalem pod wejscie, trafilem na inna ubezpieczalnie – AllState. Pani od razu stwierdzila, ze jak nie mam miejscowego prawa jazdy, to zebym lepiej poszedl gdzie indziej i zadzwnila do swojego kumpla, ktorym okazal sie byc facet, od ktorego przed chwila wyszedlem. Oboje sie wiec posmiali i uzgodnili zeby mnie jednak wyslac do Farmersow. Dostalem mapke i pojechalem. Na miejscu pani juz wiedziala o co chodzi i zaczelismy wyliczac skladke.

Warto od razu powiedziec jak wyglada tutaj ubezpieczenie. Rozmawiamy o samym OC, na ktore sklada sie glownie ubezpieczenie kosztow leczenia poszkodowanych osob, gdyby chcialy nas pozwac. Niejako dodatkowo ubezpieczamy sie od kosztow zniszczonego mienia. Oprocz tego, prawo stanowe wymaga, abysmy ubezpieczyli sie od kosztow leczenia naszego wlasnego tylka, nawet jesli mamy osobna polise. Malo tego, musimy sie tez ubezpieczyc na wypadek gdyby wjechal w nas ktos, kto nie ma ubezpeczenia. Krotko mowiac, skompliwana sprawa. Juz rozumiem dlaczego co druga reklama w TV i radiu to reklama ubezpieczenia samochodu.

Tak wiec pani w Farmers wyliczyla mi polroczna skladke ($50k/osobe, $50k/mienie) na jakies $550. Nienajgorzej jak na moj wiek i brak historii tutaj, pomyslalem. Kiedy jednak przyszlo do wypisywania polisy, okazalo sie ze to dotyczy sytuacji w ktorej posiadalbym Oregonskie prawo jazdy. Bez niego, skladka wynosi $1030 i to na stanowe minima ($25k/$25k). O k….! Upewnilem sie jednak, ze moge to zmienic jak tylko dostane prawo jazdy. Wzialem wiec te polise i czekam az mi jakis bank, albo samo DMV przysle cokolwiek zebym mogl tym pajacom z DMV udowodnic, ze podaje prawdziwy adres.

W drodze powrotnej wstapilem do Wal Marta. To juz normalny market, zdecydowanie lepszy niz Winco. Mieso wyglada jak mieso, a chleb ma date waznosci krotsza niz pol roku. Nakupilem wiec troche jedzenia i innych rzeczy, np. zelazko (bardzo dobre, z para wodna itd.) za $10, deske do prasowania i zarowke do samochodu, ta ktora oswietla tablice rejestracyjna z tylu (bo swieci mi sie kontrolka ze mam ja wymienic i mnie to troche denerwuje).

W domu sprawdzilem status trackingowy mojego laptopa i ku mojemu zdziwieniu, pisalo ze zostal doreczony do domu Lukasza i Gosi. Wykonalem szybki telefon, Lukasz probowal mnie jeszcze wkrecic ze laptop zaginal, ale szybko sie przyznal, ze odebrala go wlascicielka domu i ze mam po niego jechac, najlepiej od razu. Bylem tam w 5 minut i po podjechaniu pod wskazany adres opadla mi szczena, kompletnie. Przed domem stal DeLorean, tak sam jak w „Powrocie do przyszlosci”! (postaram sie jeszcze tam wrocic za dnia i zrobic zdjecie) Kiedy minal pierwszy szok, zadzwonilem do drzwi, odebralem pudlo i mam juz laptopa. Nie zeby pisanie na iPadzie bylo zle, wrecz przeciwnie, ale jednak dodawanie zdjec na Picase i wstawianie ich do postow, montowanie filmow i kilka innych czynnosci znacznie wygodniej wykonac na normalnym Macu. Nie mialem jednak tego wieczoru zbyt wiele czasu na zabawe, bo trzeba sie bylo wczesniej polozyc spac.

6 komentarzy do wpisu “Day 6 – orientation day

  1. No coz, kolejny gwozdz do trumny europejskiego GA. Juz teraz samoloty na n-znakach musza byc w europejskim CAMO jesli chca latac dluzej niz jakis okreslony okres czasu. W praktyce posiadanie n-znakow przestalo juz byc szczegolnie interesujace i tak naprawde proponowana zmiana uderzy glownie (jak z reszta wspomniano w artykuke) posiadaczy modyfikacji, ktorych w EU nigdy nie uda sie zalegalizowac. No i posiadaczy wylacznie licencji FAA, ale to raczej dosc waska grupa.

  2. Z tego calego steku bzdur, ktore EASA wyprodukowala, jedno zdanie jest powalajace:
    „Nie wiadomo jeszcze, czy amerykańskie szkolenia i liczba wylatanych godzin będą uznawane w Europie”.

    Przylatuje klient z FAA CPL i ma … TT=0h

    :-))

    Witamy w Europie.

  3. Moim zdaniem to zle tlumaczenie i chodzi o latanie na n-reg’ach. Nie moga nie uznawac licencji, a tym bardziej godzin w logbooku z bardzo prostego powodu – musielibysmy wystapic z ICAO. Pytalem o to po. dyrektora Departamentu Personelu Lotniczego w ULCu i zapewnil mnie, ze cokolwiek znajdzie sie w nowych FCLach, to nie moga zablokowac konwersji licencji. Moga jedynie wprowadzic dodatkowe wymagania, ale raczej wymaganie zdania egzaminow ATPL jest i bedzie wystarczajaco „blokujace”. Poza tym, EASA glownie interesuje sie samolotami, a nie ludzmi, bo wlasnie na samolotach zarabiaja. Licencje wydaja poszczegolne kraje i EASA nic z tego nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *